Planowanie ślubu w czasie pandemii

Cześć! Dzisiejszy post jest odpowiedzią na dużo zapytań, które od Was dostaję – czy można ze spokojem i bezpiecznie planować ślub na przyszły rok? Sama też, w kontakcie z zainteresowanymi (i już moimi Parami) widzę duży niepokój i wręcz taki strach przed porządnym zabraniem się za organizację ślubu w 2021. Tak więc, gdy pytacie mnie czy planować na luzie, bez stresu i z pełną pewnością, że impreza się odbędzie – odpowiem NIE. Czy powinniście planować mimo to? ZDECYDOWANIE TAK!

 

Teraźniejszość pandemiczna jest dla rynku ślubnego o tyle trudna, że raz – wesela są aktualnie zakazane (więc wszyscy, którzy już raz przełożyli z tej wiosny muszą to robić po raz drugi), dwa – cała tegoroczna nagonka na wesela, nagłe decyzje rządu i niestabilna sytuacja zniechęcają nowe Pary do organizacji przyjęć. Bardzo chciałabym Wam powiedzieć, że do przyszłego roku koszmary 2020 będą tylko wspomnieniem, ale tego nie wiemy. Jednak fakt, że nie wiemy jaki będzie stan za kilka miesięcy, nie oznacza, że nie możecie planować wesela – w rozsądny i roztropny sposób (aka tak, żebyście byli zabezpieczeni w razie wu).

 

 

Przyszły rok zapowiada się już super trudno, bo większość podwykonawców przeniosła ogromną część wesel z tego roku właśnie na 2021. Oznacza to bardziej napięte kalendarze, mniejszą dostępność terminów, czasem też inne ceny – czy to powinno Was odstraszyć? Myślę, że nie. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi w tym poście o to, żeby nagle wszyscy rzucili się i na hurra brali ślub w przyszłym roku, żeby uratować naszą branżę. Bardziej chodzi mi o sytuacje Par, które naprawdę chciałyby się wtedy pobrać (i poweselić), ale aktualna sytuacja je przeraża. Kochani, nie wiemy jak długo utrzyma się pandemia, jak wpłynie długofalowo na nasze plany, co to wszystko tak naprawdę dla nas oznacza – może się okazać, że wesela jeszcze długo nie powrócą do dawnego kształtu i będziemy musieli się nauczyć organizować je na nowych warunkach… A jak mówi ładny cytat z Insygniów Śmierci (potterhead alerttt) – może właśnie biorąc pod uwagę wszystko, co się dzieje, jest najlepszy czas, żeby się pobrać? Kilka porad ode mnie jak ugryźć przyszłoroczne wesele, tak żeby przy konieczności przełożenia nie mieć kłopotów:

  • jeśli jeszcze nie podpisaliście umowy z obiektem – poproście o zaproponowanie i dodanie do niej zapisów zabezpieczających na wypadek przełożenia – jak będzie wyglądać wybór nowego terminu, czy zmieni się przez to cena za osobę, jak zmienią się daty poszczególnych wpłat – jeśli Wasza umowa jest już podpisana, negocjujcie aneks

 

  • ważnym elementem umowy z obiektem jest też czas, na ile przed musicie potwierdzić liczbę gości (zwykle jest to miesiąc / dwa tygodnie przed) i o ile procent może zmniejszyć się względem liczby podanej w umowie (np. przyjęcie planowane jest na 100 osób, a liczba gości może zmniejszyć się o maksymalnie 10%). Tegoroczny sezon pokazał, że goście potrafią odmówić obecności nawet na kilka dni przed. Terminu powiadomienia obiektu raczej nie skrócicie, bo dla nich to informacja kluczowa, muszą się zatowarować itp, ale możecie negocjować większy % zmniejszenia. Dodatkowy trik dla tych, którzy dopiero będą podpisywać umowę – podajcie od razu mniejszą liczbę (np. 90 osób zamiast 100), upewniając się oczywiście ile maksymalnie / minimalnie mieści sala + czy jest to liczba liczona z obsługą (zwykle nie)

 

  • omówcie z obiektem (wybranym lub tym, którym jesteście zainteresowani) możliwości przeniesienia przyjęcia na zewnątrz, gdyby okazało się, że wesela mogą się odbywać tylko na wolnym powietrzu – czy dysponują namiotem / zezwalają na jego wynajem? Z jakimi kosztami trzeba się plus minus liczyć?

 

  • upewnijcie się, że w przypadku konieczności przeniesienia jako Para już podpisana będziecie mogli wstępnie zarezerwować 2 terminy na następny rok – krok szczególnie ważny kiedy przed waszą zbliżającą datą robi się znowu… gorąco. I gdyby na ostatnią chwilę trzeba było wszystko przenieść – warto mieć wstępną rezerwację terminu ZANIM oficjalnie wejdą nowe obostrzenia i wszyscy rzucą się na terminy. Miejcie w zanadrzu plan B i skonsultujcie go ze wszystkimi zatrudnionymi podwykonawcami (więcej tłumaczę dalej)

 

  • konsultujcie każdy pomysł, wątpliwość czy strach z wedding planneremw obecnych czasach jest to usługa niezbędna, konsultant ślubny zadba o Was niezależnie od sytuacji i podpowie najlepsze rozwiązania. Nie chcecie być z tym sami.

 

  • ustalcie z narzeczonym jak zapatrujecie się na ewentualność wprowadzenia ograniczeń liczby gości – jeśli np. zaprosicie 100, a dozwolone będzie 30 to czy będziecie odpraszać, przekładać czy odwoływać. W zależności od decyzji, przygotujcie sobie plan działania – podzielcie listę gości (od razu gdy ją tworzycie) na tych niezbędnych, tych którzy są ważni, ale nie niezbędni i takich, którzy w razie zmniejszenia limitów od razu odpadną. Ważne jest, żebyście porozmawiali o tym JUŻ, zawczasu (musiałam wygooglować jak to się pisze :)), a nie gdy trzeba będzie decydować

 

  • to prowadzi mnie do kolejnego, bardziej ogólnego punktu – jako Para planująca ślub na 2021 wiecie dużo więcej niż pary z tego roku i macie tę przewagę, że możecie mniej więcej przewidzieć scenariusze – optymistyczny, realistyczny (jakkolwiek absurdalnie to brzmi patrząc na tegoroczne doświadczenia) i pesymistyczny. Zaczynając organizację ślubu możecie przegadać różne ewentualności, rozpisać je sobie i podjąć decyzje wcześniej – wtedy nie będą dla Was tak paraliżujące wszystkie nagłe zmiany, bo będziecie na nie przygotowani!

 

  • pamiętajcie, że Wasz ślub jest super ważny nie tylko dla Was, ale też dla całej Waszej ślubnej ekipy (konsultanta, managera obiektu, zespołu, foto i wideo, słodkości, nawet firmy od zaproszeń…) – zakładając, że zatrudniliście tych, którzy naprawdę robią to z serca. W przypadku kiedy będziecie zmieniać datę / odwoływać wesele / zmniejszać liczbę gości potraktujcie ich najlepiej jak się da i tak jak sami chcielibyście być potraktowani: postarajcie się wspólnie znaleźć termin pasujący wszystkim, tak aby nikt nie odpadł (układałam tego tetrisa w tym roku wiele razy…) – informowanie podwykonawcy, że termin po prostu się zmienił nie jest w porządku, bo nie wiecie czy jest on dostępny. Moja rada: kiedy wybieracie w obiekcie terminy zapasowe (te, o których pisałam wcześniej w tym poście) od razu skonsultujcie je z całą ekipą! Tym sposobem wszyscy są przygotowani i poinformowani. Jeśli termin nie pasuje mimo starań omówcie szczerze z usługodawcą co dalej – nie zakładajcie z góry, że ma oddać zadatek i tyle (bo nie każdy może, nie każdego stać). Z mojego doświadczenia w tym roku powiem Wam, że w takich sytuacjach z ludzi wychodzą najgorsze i najlepsze cechy – wychodzi po prostu kto jest kim. I dotyczy to obu grup – i Par i podwykonawców. Zachowajcie klasę i po prostu otwarcie porozmawiajcie, tak aby znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące dla obu stron ❤️