Wielki powrót bloga!

Witajcie po baaaardzo długiej przerwie tutaj!

Ta myśl chodziła za mną już dłuższy czas, ale wiadomo plany planami, a życie życiem (ktokolwiek mówił, że życie ludzi po 3o jest ogarnięte, kłamał). Od pandemii wszystkie moje działania w sieci skupiły się na instagramie – blog i YouTube poszły w odstawkę, a IG spełniał swoją rolę – w estetycznej formie mogłam dotrzeć do branży, Par, a wkrótce także osób zainteresowanych moim szkoleniem. Jak miałam ochotę mogłam się rozpisać, gdy brakowało słów lub czasu – wystarczyło ładne zdjęcie, a umówmy się, w mojej pracy takich nie brak. Nigdy nie byłam osobą, której zależało na liczbie obserwujących, nie pretendowałam do bycia influencerką (nawet weddingową), ale w ostatnim czasie nawet ja zauważyłam, że Instagram przestał być wystarczający. Większy odzew mają posty o niczym, treści nie są czytane, zasięgi są dramatyczne – standardowo stwierdziłam, że to na pewno ja robię to źle i postanowiłam dokształcić się w temacie. Matma nigdy nie była moją mocną stroną, więc już na sam dźwięk słowa “algorytm” dostaję atopowego zapalenia skóry. Ale dobra, spróbuję – znalazłam sto milionów porad – co wrzucać, o której godzinie, codziennie reels, post dwa razy w tygodniu…tylko, że ja chcę robić wesela i szkolenia, a nie rolki. Content plan też nie jest dla mnie, lubię pokazywać i pisać o rzeczach, które danego dnia są dla mnie ważne, często pod wpływem emocji, nie lubię tego planować. Podczas szkoleń rozmawiamy o kanałach promocji, sprzedaży, tworzeniu marki osobistej, więc co z Pretty Little Weddings? Olśniło mnie – skupiam swoje moce na platformie, która może pewnego dnia paść i nie wstać, moje treści nie należą do mnie, a przede wszystkim nie mam z tego takiego funu, jak kiedyś. Tak więc moi drodzy, wracamy do bloga i dłuższych postów! Nie uciekam z IG, nadal tam będę, ale pora na powrót do korzeni! Dajcie znać, co sądzicie, czy czytacie jeszcze w ogóle blogi?